.W tym miesiącu
.Archiwum

2010-05-09, cmentarze...

2010-05-09

Witold Bereś

CMENTARZE

Na fali wydarzeń wokół smoleńskich, czołowi intelektualiści zaapelowali o palenie świeczek na grobach żołnierzy radzieckich w Polsce. Pomysł zacny, tym bardziej, że wpasowuje się w niezwykłą chwilę, gdy między nami a Rosjanami rysuje się szansa na prawdziwe zrozumienie.
Ale nie chciałbym, aby na fali szczerej życzliwości wpaść w pułapkę naiwnej egzaltacji.
Że niby już teraz będzie dobrze.
Nie chodzi mi też o debatę nad tym, co się stało w roku 1945: nad dziwacznym wyzwoleniem, które przyszło ze wschodu i uratowało nas przed zagładą, ale nie przyniosło nam jednak wolności, bo wolność, jak filozofowie wiedzą, nie jest stopniowalna. Podoba mi się też sformułowanie Węgra Sandora Maraia „Żołnierze radzieccy oswobodzili nasze ziemie, ale nie mogli nam dać wolności, bo sami jej nie mieli” i wolałbym na tym poprzestać.
Chodzi o to, że te wielkie cmentarze zabijają dziś swą bezosobowością, anonimowością grobów. Na przykład w Kędzierzynie, gdzie się wychowałem, leży 18 tysięcy ludzi, ale większość w masowych, bezimiennych mogiłach. To ani wzrusza, ani budzi do myślenia.
Tak, niewiele o nich wiemy.
Ale też: jak niewiele mówimy i uczymy o historii poprzez ludzkie losy. Jak pełno w nas stereotypów w każdą stronę ideową idących. Jak łatwo wpadamy w egzaltacje i uproszczenia.
Ani aniołowie tu nie przyszli, ani mordercy.
Ale konkretnym ludziom warto świeczkę zapalić.


2010-07-05, Nasz głos miał sens!

2010-07-05

Do drugiej tury wyborów prezydenckich w Polsce miało pójść – jak mówiły majowe sondaże – około 30 procent Polaków. Tymczasem mieliśmy frekwencję najwyższą od dziesięciu lat.
Można powiedzieć, że Polacy przestraszyli się Kaczyńskiego (po raz kolejny).

więcej


2010-04-04, CHWILE, KTÓRYCH NIE POJMUJEMY…

2010-04-04

Witold Bereś

 

Ileż można ekscytować się kurczaczkiem, jajeczkiem i Śmigusem Dyngusem? Wielka Noc nie przez przypadek  winna być pisana jako dwa słowa zaczynane z dużych liter.

Dlaczego? Bo to Tajemnica.

Oto zaskakujący, genialny obraz z początków XVII wieku: Il Guercino: MARTWY CHRYSTUS OPŁAKIWANY PRZEZ DWA ANIOŁY (ok. 1617-1618, olej na miedzi, 37 x 44 cm, National Callery, Londyn). Oto dwa anioły płaczą nad ciałem martwego Chrystusa na chwilę przed tym, gdy się poruszy. Już nie martwy, ale jeszcze nie zmartwychwstaje…

Aniołowie są zdziwieni. Ba, ten środkowy oczami pyta, jak to możliwe, że Syn Boży mógł umrzeć… „Na ich twarzach nie ma nawet śladu przeczucia tego, co zdarzy się za chwilę, pojawia się światło nowego życia, które opromienia ciało Chrystusa. Martwa głowa zaraz się uniesie, a rozpacz aniołów zamieni się w ekstatyczną radość” – pisze siostra Wendy Beckett.

Gdy patrzę na takie dzieło, nie mogę się opędzić od myśli, że talent, owszem, niezbędny. Ale warto, aby był wspomagany przez wysoki temat…


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14
.Menu